in

Twitter chce rozwiązać swe problemy płatną subskrypcją – to nie może się udać

W Polsce Twitter wciąż nie jest zbyt popularnym miejscem. To mieszanka polityków, dziennikarzy, sportowców i… nastolatków – w USA potencjał tego portalu jest jednak ogromny. Mimo swych zasięgów, wiernych użytkowników i bycia pierwszym źródłem informacji milionów osób, szefowie Twittera wciąż nie potrafią na nim zarobić.

99 Problemów

Na odsiecz ma przyjść płatna subskrypcja, która jest już testowana. Jej główną funkcją ma być promocja kont i tweetów za 99 dolarów miesięcznie. To około 350 złotych – a zatem kwota, po którą żaden „normalny” użytkownik na pewno nie sięgnie. Brandy i celebryci obecni na Twitterze też mogą uważać to za zbędny wydatek, skoro portal już od dłuższego czasu pozwala na wykupienie na nim reklam. Poza tym gwiazdy muzyki czy filmu mają tam takie grono fanów, że nie potrzebują dodatkowej promocji.

Z subskrypcją ma być łatwiej o większą widoczność w serwisie… ale dla gigantów takich jak Nike, Disney czy Apple to nic nie zmieni. W tym momencie Twitter mocno rozmija się za to z potrzebami swoich „zwykłych” użytkowników i dziennikarzy. A to ich ma najwięcej i to oni po zaproponowaniu rozsądnej cenowo subskrypcji mogliby zapewnić serwisowi większy zastrzyk gotówki, niż te kilkaset (czy może kilka tysięcy na świecie? chyba to i tak za dużo) abonamentów sprzedanych za 99 dolarów.

Twitter psuje się od środka

Jeżeli na Twitterze nastąpi, mimo wszystko, wysyp promowanych kont (dla wielu influencerów te 99$ da się śmiało wliczyć w koszta), których uparcie nie chcemy oglądać to idea serwisu zaniknie. Twitter zawsze wygrywał z Facebookiem właśnie tym brakiem zaśmiecenia newsfeedu.

Nie ma tu elaboratów znajomych, grup, natrętnych reklam, nadmuchanych interakcji itd. Jest po prostu pasmo informacji dostosowanych do nas – bo sami wybieramy źródła, które uważamy za ciekawe. W swych korzeniach przypomina to czytnik RSS obserwujący nie serwisy internetowe, a twórców interesującej nas treści. Teraz w ten czytnik będą się nam wtrącać „najgłośniejsi” użytkownicy Twittera, których często specjalnie nie śledziliśmy.

Oczywiście nie wątpię, że za sprawą kliknięcia lub dwóch da się takich subskrybentów wyciszać/ukrywać, jednak psuje to ogólny wizerunek Twittera. Jego pierwotna idea, mikroblogowego centrum informacyjnego jest główną przeszkodą w zarabianiu pieniędzy. Wydaje się bowiem, że każda poważna zmiana w tym ekosystemie może go położyć. Konkurencyjne platformy socialmediowe są o wiele bardziej elastyczne.

Potrzeba zysku i sukcesu finansowego Twittera jest ogromna, i trudno tego nie zrozumieć. Przecież Twitter to swoisty ewenement, z którego śmieje się konkurencja, sukcesywnie zmieniająca swą popularność w sensowne przychody. Nie każdy musi być drugim Facebookiem, ale jeżeli ma się 328 milionów użytkowników to wypadałoby obsługiwać ich lepiej niż poprzez propozycję subskrypcji za 99 dolarów. Która de facto zmieni serwis na gorsze.

Kiedy rządziła Nokia 3310 nie potrzebowaliśmy tych trzech gadżetów